
Swarzędz 1 listopada 2001
O! Ta twarz znajoma wydaje się przecież.
Tak! Spotkaliśmy się wczoraj, na miłym obiedzie.
Wesoło mówiła, o życiu, o świecie.
Dziś na mnie nie patrzy?
Nie. Podziwia dziecię.
Mówić co, czy milczeć?
Tak mi jakoś głupio.
Nie zacząłem wcześniej,
teraz będzie trudno.
O, to mój znajomy! Wczoraj go widziałam.
Ale nic nie mówi, gapi się jak baran.
Brak mu wychowania?
Słoma z butów lezie.
Wczoraj taki miły, niby rączy jeleń.
Milczę! Nic nie powiem! W okno się wpatruję.
Skoro nie pozdrawia, ja mu cześć nie powiem.
Czemu słodka milczy?
Nic się nie odzywa.
To w okno, to w dziecko.
Co tak wzrok jej trzyma?
Pan z Nieba spogląda,
stroskany, na ludzi.
“Jak przez odrobinę lęku
człowiek się natrudzi”.
Krótka refleksja życiowa. Owoc pewnej rzeczywistej sytuacji. Choć punkt widzenia dziewczyny jest czystą fantazją.
